Tabula rasa – wesele

poradni slubnySkąd czerpać pomysły na wesele. Można podglądać inne tego typu uroczystości. Można pytać osoby które już mają to za sobą. Innym sposobem jest poradzenie się specjalistów. Są takie firmy, które stworzone są właśnie w tym celu. Mają one swoich ludzi, którzy wiedza co i jak. Trochę inaczej wygląda sprawa, gdy samemu jest się takich nazwijmy to ślubnym fachowcem. Przecież nie rodzimy się  z głową po brzegi wypełniona pomysłami na wesele. Czasami pytają mnie – czy ty masz jakąś ślubna intuicję? Może i coś w tym jest, bo faktycznie zazwyczaj udaje mi się trafić i wymyśleć coś bajecznego i niepowtarzalnego, ten idealny pomysł na wesele. Ale to nie dzieje się tak samo z siebie. Proces twórczy to ciężka, mozolna praca. Zdarza się, że zapali się lampka, i nagle faktycznie prawie jak gwiazdka z nieba spada myśl, koncepcja, trafiona w sedno. Ale jest i tak, że dumam, kombinuje, myślę tak, że chyba bardziej się nie da i nic. Tabula rasa. Czarna dziura i otchłań. Ręce załamuje, bo przecież młodzi na mnie liczą. Nie mogę ich zawieść, jeszcze mi się to nie zdarzyło. A kopiowania nie uznaje. Pewnie, że pomysły na wesele się powtarzają, nie da się tak całkiem autorsko, ale zawsze staram się żeby było jak najbardziej oryginalnie. Któregoś razu, kiedy byłam już bliska obłędu, wpadł mi w ręce poradnik ślubny. Nie wiem jak inne książki tego typu, ale ten uratował mnie i przyszłych małżonków i to nie jeden raz. Nie traktuje tego poradnika ślubnego jako gotowych przepisów, ale jako skarbnice pewnych zalążków z których powstaje mój pomysł na wesele.

Dodaj komentarz